Menu

Wolny Murarz

Edward Mróz

Taniej

inz.mruwnica

To lepiej. To właściwie kończy dyskusje o zasadności "ekonomii szeru". Słuszna krytyka zaczyna powoli się pojawiać w naszej strefie okupacji kulturowej, ale za daleko nie dociera. Rozbija się o "więc chodzi tylko o to, że taksówkarz ponosi większe ryzyko, a sąsiedzi e-hotelu będą niezadowoleni, meh". Nic to, przesądy i co najwyżej drobne niewygody nieodzownie towarzyszące postępowi. Ale za to TANIEJ.

Ciągle mnie jednak zadziwia jak ludzie nie potrafią pojąć, że na rynku pracy ich czas jest towarem. Że "konkurencja i elastyczność" oznacza obniżkę cen tego towaru. Krótko mówiąc, że stoją po drugiej stronie barykady. Tańsze, czy wręcz darmowe usługi w ekonomii szeru oznaczają po prostu, że będzie można ci mniej płacić. Wydaje się, że nie ma tu związku, ale on jest bardzo prosty. Obniżenie kosztów życia to oczywiście zaoszczędzone grosiki w twojej kieszeni, ale również w kieszeni twojego konkurenta na rynku pracy. W momencie kiedy będziecie zamieniać się fotelami, a kiedyś będziecie, on będzie mógł zażądać mniej, bo przecież tyle rzeczy ma taniej, a ty będziesz musiał przebić go z ceną. Tak naprawdę oczywiście to w ogóle nie odbędzie się z waszą świadomością i wolą. Po prostu pensje w twoim sektorze będą rosły wolniej niż PKB, powoli będziecie usuwani z obiegu ekonomicznego w kierunku "ekonomii lajka". Na własne życzenie. Jest to zupełnie analogiczna sytuacja do krótkowzroczności firm, które optymalizują koszty pracy dla krótkoterminowych oszczędności, tym samym podcinając przychody firmom, których ich pracownicy są klientami, na co te firmy reagują optymalizacją kosztów pracy (GOTO 10) - książkowy model stagnacji. Ekonomia szeru to dokładnie to samo, tylko postacią inicjującą spiralę w dół jest klient, a nie pracodawca.

© Wolny Murarz
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci