Menu

Wolny Murarz

Edward Mróz

Pożytki z hipokryzji

inz.mruwnica

Przy okazji wykradzenia erotycznych fotografii celebrytów można było się spodziewać powrotu stałej melodii obwiniania ofiar. Temat ten ma swój znacznie poważniejszy wydźwięk przy okazji gwałtów i choć można argumentować, że w tym wypadku kaliber sprawy jest mniejszy, to sam mechanizm obwiniania jest ten sam. By jeszcze bardziej go oddalić od gorącego kontekstu seksualności, jeden z fejsbukonautów podaje analogię: jeżeli ktoś schowa klucz pod wycieraczką i go okradną, to oczywiście kradzież jest zła, ale trudno nie mówić, że chowanie klucza nie było niemądre. Takie postawienie sprawy zwykle odpala wzorce retoryki obarczania ofiary winą, co jest irytujące, bo zdejmuje uwagę ze sprawcy. A to właśnie sprawca powinien w tej sytuacji podlegać ocenie. "Ale nie wyłącznie" być może doda oponent. A właściwie dlaczego nie wyłącznie? Przyda nam się tu poręczny wynalazek hipokryzji.

Pojęcie hipokryzji wyewoluowało ostatnio w jakieś karykaturalne formy. Doszło do tego, że hipokryzją nazywane jest zwykłe dbanie o własne interesy. Właściwie, jeżeli jakaś wypowiedź ci się nie podoba, możesz śmiało pisać, że to "oburzająca hipokryzja". Masz duże szanse na to, że nikt nie spyta o co właściwie ci chodzi. Ściśle, jak wiadomo, z hipokryzją mamy do czynienia, kiedy identyczne zdarzenie oceniane jest różnie w zależności od tego po której stronie jest oceniający. W myśl powiedzenia "John ukradł Kalemu ziemię - dobrze, Kali ukradł ziemię Johnowi - źle". Rzecz niby prosta, ale trzeba zwracać uwagę wokół czego symetria hipokryzji się obraca. Jeżeli podmianie ulegają tylko równe sobie osoby - jest to hipokryzja. Ale obecnie rozszerza się tę symetrię karykaturalnie i na tej koślawej symetrii stawia zarzut o hipokryzję. Jest raczej oczywiste, że jeżeli jestem niewolnym robotnikiem przymusowym, to gdy mnie oćwiczy batem ekonom to jest to bestialstwo, ale jeśli ja pobiję jego, to jest to bohaterstwo. Jest symetryczna podmiana postaci, ale zmiana oceny nie jest hipokryzją, bo relacja oprawca/represjonowany nie jest symetryczna.

Żeby nie popaść w obwinianie ofiary wystarczy dopuścić się "lekkiej hipokryzji" innego rodzaju. Takiej w której czynnikiem zaburzającym symetrię będą bieżące okoliczności. Więc tak, mogę jednocześnie oceniać negatywnie chowanie klucza pod wycieraczką zanim dojdzie do rabunku (jako nierozsądne); i oceniać to samo zachowanie neutralnie, kiedy rzeczywiście do tego rabunku dojdzie. Kontekst wydarzenia zmienia moją ocenę. Przynajmniej na czas, kiedy ten konkretny rabunek pozostaje kontekstem.

Rozumiem, że można chcieć się bronić przed takimi wygibasami moralnymi. Mam wrażenie, że odpowiedzialne jest za to zbyt gorliwe porządkowanie moralne uczynków na osi liczbowej od ujemnych przez neutralne do dodatnich, gdzie "neutralne" zajmują wyłącznie jeden punkt - zero. Wówczas, jeżeli oceniłem chowanie klucza pod wycieraczką na "minus 3", a rabunek na "minus 9000", to jedyne co mogę zrobić, to po stokroć się zastrzec, że rabunek uważam za znacznie, znacznie, znacznie bardziej ujemny; ale nie potrafię przestać uważać chowania klucza za również ujemny trochę. A ja się pytam: dlaczego nie? Czy uczynki neutralne moralnie to musi być jeden jedyny punkt zera? Nie można, w zależności od otoczenia w jakim uczynki rozważamy, rozciągnąć tego zera trochę na boki w taki szerszy przedział "od-do"? Wtedy, jeżeli rozważam zachowania przed rabunkiem, wśród których mam dodatkowo "zabieranie klucza ze sobą (zero)" i "zamykanie na oba zamki (plus 2)", to wszystko pozostaje sprawne i gotowe do wyrażania znaczących ocen na temat tych zachowań. Ale kiedy w perspektywie pojawia się "rabunek minus dziewięć tysięcy", to ocena tych wszystkich powyższych blednie do neutralności. Niby hipokryzja, ale mam wrażenie wcale nie jest to takie niezwykłe, przeciwnie - bardzo intuicyjne.

Łatwiej to pokazać na dwóch jaskrawo niezależnych przykładach. Rzucenie papierka na ziemię mogę oceniać negatywnie, ale jeżeli upuszczę go podczas napadu na bank, to nikt normalny nie powie, że napad jest znacznie, znacznie, znacznie bardziej niewłaściwy, co nie zmienia tego, że moje upuszczenie papierka, też jest niewłaściwe. W kontekście okoliczności, upuszczenie papierka staje się neutralne. Czy to oznacza, że już nigdy nie będzie mi wolno skrytykować śmiecenia, skoro raz dopuściłem się nie oceniać go negatywnie? Oczywiście, że nie. Codziennie oceniamy postępowanie etycznie również po to, żeby "dawać lekcję" i bardzo dobrze, bo to praktyczny sposób przekazywania sobie nawzajem opinii o pozytywnych wzorcach zachowań. Napad na bank jest zdarzeniem zbyt intensywnym, żeby przy jego okazji nauczać odpowiedzialności za czystość otoczenia, ale ten temat może przecież powrócić w spokojniejszych okolicznościach, a wtedy znów będę mógł powiedzieć co o tym myślę.

W przypadku chowania klucza pod wycieraczką i włamania jest jednak jeszcze coś: oba zdarzenia są (prawdopodobnie) powiązane przyczynowo. To wiele zmienia w kwestii dydaktycznej. Jeżeli zmienię ocenę z negatywnej na neutralną może to wyglądać tak, jakbym nie chciał "dawać lekcji". Czy wręcz zachęcał do nieodpowiedzialnego zachowania, w myśl: może uważam, to za ważne, żeby być ostrożnym, ale jeżeli stanie ci się coś złego to wszystkie moje przestrogi unieważnię, są więc niewiele warte już teraz. Ale to chyba zbytnia zapobiegliwość. Od twojej oceny aż tak wiele nie zależy, kiedy jednocześnie mówią fakty. Negatywna ocena chowania klucza pod wycieraczką też przecież nie wynika z tego, że bóg kluczy się na to gniewa, tylko jest krótkim podsumowaniem życiowej mądrości składającej się z sumy zasłyszanych i wyobrażonych historii o włamaniach. Kiedy włamanie przestaje być powidokiem zasłyszanej historii, a staje się bliskim, faktycznym kontekstem zdarzenia, utrzymywanie negatywnej oceny chowania klucza traci chwilowo wagę. Nie ma potrzeby aproksymować przyczynowości grożeniem palcem "no-no, niemądrze tak robić, bo...", skoro ta niemądrość, na krótką chwilę, staje się tak ewidentnie widoczna i dydaktycznie skuteczna.

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • january_w

    Prawie mnie przekonałeś do odwrotności tej tezy, a to za pomocą źle dobranej przypowieści. Tej z papierkiem, mianowicie; bo upuszczony w banku papierek nie umożliwia napadu na bank.

    Tymczasem sprawę można dużo prościej przedstawić. Mamy mianowicie dwa przestępstwa. To pierwsze to samo wykradzenie danych -- ono było możliwe dzięki głupocie ofiar, ale podejrzewam, że nie trafiło tylko w nie, ale w mnóstwo innych równie niedoinformowanych ofiar.

    Właśnie -- niedoinformowanych. Wydaje mi się, że mam prawo oczekiwać, że jeśli firma taka jak Apple czy Microsoft, której płacę w tej czy innej formie pieniądze za usługę namawia mnie na przechowywanie swoich plików, to te pliki tam będą bezpieczne. W końcu moje pieniądze też są tam, gdzieś, w sieci, prawda? Skoro moje konto online jest nowoczesnym odpowiednikiem sejfu bankowego, to moje pliki w chmurze są odpowiednikiem skrytki bankowej, zgadza się?

    Ja wiem, i Ty wiesz, że to nie działa tak, że to tylko metafora, ale niby dlaczego ktoś, czyim pierwszym komputerem był iPhone miałby myśleć inaczej?

    Wróćmy do tego pierwszego przestępstwa -- kradzieży danych. Można je powiązać z lekkomyślnością użytkownika. Nie należy go jednak mylić z przestępstwem o zupełnie innym charakterze, bardziej podłym i poniżającym ofiary, jakim jest wpuszczenie tych zdjęć do sieci.

  • marcin.gam

    Jeśli to o mnie ta notka i mojej interpretacji wyrażanej na pewnym forum, to zdecydowanie bardziej podoba mi się twoja argumentacja i spojrzenie na ten temat niż to które zostało tamże wyrażone.

© Wolny Murarz
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci